Hej hej hej!
Tej zimy podczas różnych promocji nakupowałam sobie kilka maseł do ciała ale, nie zorientowałam się, że przechowuję w szufladzie jeszcze 500-mililitrowego giganta. Był nim balsam do ciała Joanny z zieloną herbatą.
Używałam już dwóch balsamów tej firmy - grepjfrutowego i z algami, z których byłam dosyć zadowolona. Wszystkie były kupione w osiedlowym sklepie odido. Lepiej chyba spisywał się algowy i ze względu na nawilżenie i delikatniejszy zapach.
Opakowanie:
Balsam dostajemy w 500-mililitrowej poręcznej butli koloru białego. Pod wieczkiem znajduje się otwór, przez który można wycisnąć odpowiednią ilość kosmetyku. Ja jednak używam pożyczonej od innego specyfiku poręcznej pompki, która skutecznie motywuje mnie do codziennego smarowania.
Zapach i konsystencja:
Kosmetyk ślicznie pachnie, a zapach utrzymuje się na skórze - czuć go lekko nawet rano. To, co wyczuwam nie jest prawdziwą zielona herbatą jednak pachnie tak świeżo, ze naprawdę umila oczekiwanie na wiosenne dni. Balsam ma konsystencję raczej rzadką, gładko rozprowadza się po skórze i średnio szybko wchłania. Nie pozostawia lepkiej warstwy - po dłuższej chwili niespecjalnie czuć go na skórze. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie nakładać go zbyt wiele na stopy.
Działanie:
Po tym balsamie nie spodziewałam się czegoś specjalnego. Traktuję go raczej jako kosmetyk do codziennej pielęgnacji. Ma działanie nawilżające i wygładzające, skóra jest odświeżona i przyjemnie pachnąca. W balsamie nie zauważyłam jakiegoś wielkiego efektu wow, a jego największym minusem jest krótkotrwałość.
Moja opinia:
Ten balsam wielce mnie nie zachwycił, ale i nie wywarł na mnie negatywnego wrażenia. Nie wiem czy mam go polecić - zdecydujcie same. Sadzę, że nadaje się on jednak tylko do skóry normalnej, suchej tak dobrze nie nawilży.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz